Jeden człowiek, dwadzieścia obiektów i … głowa
Manager mówi to bez złości. Bez triumfu.
Mówi po prostu, jakby opisywał pogodę.
Opowiada o człowieku, pod którym pracował przez kilka lat.
O człowieku, który zaczynał od jednego obiektu – gdzieś daleko, w miejscu, gdzie inni jeździli na wakacje, a on zobaczył biznes. Jeden obiekt, kilka pokoi, może restauracja. Coś, co dało się objąć głowa, ręka i wzrokiem jednocześnie.
Potem był drugi. Następnie trzeci. A potem – manager macha ręka – już trudno było to zliczyć.
I tu mówi to zdanie.
– Czy to się opłacało? Tylko on wiedział. Mówił: policzyłem i jest ok.
I tyle.
Nie ma dalej.
Manager nie dodaje: i mieliśmy raporty, które to potwierdzały.
Nie mówi: i pokazywał nam te wyliczenia co kwartał.
Mówi tylko, że on – manager – widział decyzje. Widział ich efekty. Nigdy nie widział liczb, na których były oparte.
Bo liczby były tylko w jednej głowie.
Kiedy głowa zastępuje system?
Jest w tym coś bardzo przyziemnego.
Właściciel, który wszystko „ogarnia sam”, który nie potrzebuje tabelek i raportów, bo ma to wszystko tu – i stuka się w skroń – jest postacią, która budziła podziw. Wielki podziw. I uznanie.
Ktoś, kto zna swój biznes na wylot.
Kto nie gubi się w decyzjach, bo po prostu wie, co działa, a co nie.
I przy jednym obiekcie to nawet może dobrze działać.
Można pamiętać, ile zarobiło się w lipcu, ile kosztowało zatrudnienie dodatkowej osoby na sezon, ile zostało po opłaceniu dostawców.
Ale firma nie rosła. Firma eksplodowała.
Jeden obiekt stał się dwoma.
Dwa stały się pięcioma.
A pięć – piętnastoma. Albo i lepiej. Kto by tam liczył.
I każdy nowy obiekt to nie tylko nowe przychody – to nowy dostawca, nowy personel, nowe koszty stale, nowe ryzyko sezonowości i nowe należności, które już wpłynęły, ale… po rabatach.
W pewnym momencie to, co było siłą – ta głowa, ta pewność, to 'policzyłem i jest ok’ – rozpoczęło swoje własne życie.
A kiedy głowa się myli?
Pomyśl o tym przez chwilę.
Jeśli wyliczenia są w głowie właściciela – co się z nimi dzieje, gdy właściciel jest zmęczony?
Gdy jest na urlopie albo kiedy zwyczajnie się myli?
Gdy ma sto spraw naraz i ta jedna decyzja, ta jedna inwestycja, ten jeden kontrakt – zostaje podjęta w gorszy dzień?
Glowa nie jest neutralna.
Chce, żeby biznes działał.
A dodatkowo, głowa, która zbudowała coś od zera i przez lata to rozwijała, ma naturalny impuls, żeby widzieć to w dobrym świetle.
Żeby zaokrąglić w górę, a nie w dół.
Aby pamiętać sukces z tamtego sezonu, a nie straty z obecnego.
To nie jest wina głowy. To jest biologia.
System – arkusz, raport, jakakolwiek liczba zapisana nie w głowie, a na papierze, nie ma takich problemów.
Nie chce, żeby było dobrze. Po prostu pokazuje jak jest.
I właśnie dlatego to, co jest tylko w głowie, tak rzadko daje się naprawdę kontrolować.
Nie dlatego, że człowiek jest nieuczciwy.
Dlatego, że jest tylko człowiekiem.
Urodziło się w głowie. Policzyłem i jest ok!
Manager wie, jak skończyła się ta historia.
Nie skończyła się dobrze.
Dwadzieścia obiektów. Jeden człowiek, który wiedział, czy każdy z nich zarabia.
Nikt inny nie miał dostępu do tej wiedzy — nie dlatego, że jej nie chciał. Po prostu nigdy nie istniała w żadnej formie, do której można by sięgnąć.
Żaden raport nie pokazał, czy obiekty generują straty pokrywane przychodami z pozostałych.
Żadna analiza nie sygnalizowała, czy płynność całej grupy zależy od kolejnej sprzedaży miejsc noclegowych z potężnym rabatem.
Żaden arkusz nie zadał pytania: a co, jeśli ten sezon będzie słabszy?
Te pytania być może ktoś zadał. I może nawet uzyskał jakąś odpowiedź.
Policzyłem i jest ok.
Może liczył. Może było ok.
Dzisiaj firmy nie ma. Pozostały wspomnienia zadowolonych i niezadowolonych klientów.
Pozostało coś jeszcze.
Niezapłacone rachunki.
Niespłacone zobowiązania.
Rozgoryczeni dostawcy.
Ciekawe, czy było warto?
