Liczby się zgadzały.
Ktoś usiadł do obliczeń, porównał koszt przerobu obcego z ratą leasingu i stwierdził:
zostajemy co miesiąc z 20 000 złotych w kieszeni.
ROI 66%. Jest dobrze.
Decyzja była racjonalna. Naprawdę.
Tylko że racjonalna decyzja i kompletna analiza to nie zawsze to samo.
Policzyliśmy. Wychodziło świetnie.
Zakład produkcyjny. Kilkanaście milionów przychodu rocznie.
Akcesoria do domu — solidna marka, stabilna sprzedaż, sprawdzone kanały dystrybucji.
Od lat jedna pozycja kosztowa zawsze trochę zbyt wysoka: malowanie elementów wyrobów zlecane na zewnątrz.
50 000 złotych miesięcznie — regularnie, przewidywalnie, w koszty.
Ktoś wpadł na pomysł. A gdyby tak wyleasingować własną malarnię?
1,5 miliona złotych, rata miesięczna blisko 30 000 złotych.
Malarnia skonfigurowana pod specyficzne wymagania zakładu — kolory, gabaryty, wydajność.
Kalkulacja była prosta.
50 000 zł przerobu obcego minus 30 000 zł raty leasingu. Zostaje 20 000 złotych miesięcznie.
ROI 66%. Okres zwrotu — wyglądał zachęcająco.
Zarząd pokiwał głową. Zatwierdzamy.
Nikt nie zapytał, co się stanie, gdy sprzedaż spadnie.
Dobry wynik. Do czasu.
Malarnia ruszyła.
Pierwsze miesiące — zgodnie z planem. Koszty przerobu obcego zniknęły z rachunku wyników, rata leasingu weszła w koszty stałe.
Prezes na spotkaniu zarządu: „Dobra decyzja. Widzicie — już zarabiamy.”
Jednak rynek zaczął się zmieniać.
Popyt na konkretną linię akcesoriów — tę, dla której malarnia była skonfigurowana — zaczął spadać. Nie jakoś dramatycznie. Po trochu.
Miesiąc do miesiąca.
Sprzedaż próbowano ratować innymi rodzajami akcesoriów. Częściowo się udało — ale tylko częściowo.
Malarnia zaczęła pracować na 60% mocy.
Potem na 50%.
Rata leasingu — 30 000 złotych — płacona co miesiąc.
Ktoś na spotkaniu operacyjnym wyliczył: przy obecnym wolumenie przerób obcy kosztowałby 22 000 złotych miesięcznie. Nie 50 000 zł. Bo produkcja jest mniejsza.
Rata leasingu: 30 000 złotych.
Przez chwilę na sali było cicho.
Padło pytanie: czy można sprzedać malarnię?
Odpowiedź — technicznie tak.
Ale malarnia była konfigurowana pod specyficzne wymagania zakładu. Na rynku wtórnym znajdzie nabywcę, ale prawdopodobnie ze znaczną stratą.
Zatem co dalej?
Rata zostaje. Przerób znika.
Przy pełnym wykorzystaniu malarni — kalkulacja była poprawna. ROI 66%, miesięczna oszczędność 20 000 złotych.
Ale malarnia nie pracuje na pełnych mocach.
Przy obecnym wolumenie zaoszczędzony przerób wynosi nie 50 000 — tylko 22 000 złotych miesięcznie. Rata leasingu: 30 000 złotych.
Miesięczna strata na inwestycji: 8 000 złotych.
Do końca leasingu — kilka lat.
Wyjście: sprzedaż malarni ze stratą, która pochłonie oszczędności z pierwszych miesięcy i dołoży dodatkowy koszt.
Alternatywa: zostać przy leasingu i mieć nadzieję na wzrost popytu.
Żadnej z tych opcji nie było w pierwotnej kalkulacji.
Czym jest rentowność inwestycji — i dlaczego jeden wynik to za mało?
Wskaźnik rentowności inwestycji — ROI — informuje o tym, ile zarabiamy w stosunku do tego, ile wydaliśmy.
W tej firmie policzono go poprawnie: dla jednego scenariusza, przy jednym poziomie sprzedaży.
Problem w tym, że w tym przypadku rentowność obliczana jako jeden wskaźnik, nie sprawdziło się. Należało obliczyć kilka wskaźników, przedział zależny od wolumenu, czasu i warunków rynkowych.
Jakie czynniki decydują o opłacalności inwestycji?
Nie tylko koszt i oszczędność.
O opłacalności inwestycji decyduje również elastyczność — czyli możliwość wyjścia z inwestycji, gdy warunki się zmieniają.
Z przerobu obcego można zrezygnować niemal natychmiast. Wolumen spada — koszty spadają razem z nim. Ryzyko rynkowe zostaje po stronie dostawcy.
Od leasingu indywidualnie skonfigurowanego sprzętu — nie uwalnia się bez kosztów. Rata zostaje niezależnie od tego, czy malarnia pracuje na 100% czy w ogóle.
Należy także policzyć scenariusz pesymistyczny — którego w tej kalkulacji nie było.
Jaka rentowność inwestycji jest dobra?
ROI 66%, brzmi świetnie. Ale tylko przy pełnym wolumenie.
Gdy malarnia pracuje na 50% mocy — zaoszczędzony przerób to już nie 50 000, tylko 22 000 złotych miesięcznie.
Rata leasingu zostaje. I nagle z oszczędności robi się strata 8 000 złotych miesięcznie.
Dobra rentowność inwestycji to taka, która pozostaje dodatnia również w scenariuszu pesymistycznym. Jeśli analiza nie zawiera scenariusza pesymistycznego — nie jest kompletna.
Jak wykorzystać analizę rentowności do ochrony firmy przed błędną decyzją?
Zadając trzy pytania, zanim inwestycja zostanie zatwierdzona:
a) co się stanie, gdy wolumen spadnie o 30%?
b) jaki będzie koszt wyjścia z inwestycji, jeśli założenia się nie spełnią?
c) czy ryzyko rynkowe przejmujemy na siebie — i ile to nas kosztuje?
To są pytania o elastyczny ROI. Nie jeden wynik, ale przedział wyników zależnych od scenariusza.
Dane były prawdziwe.
Kalkulacja poprawna.
Wynik zachęcający. Zabrakło jednego pytania: co jeśli?

